Pomógł: 1 raz Dołączył: 08 Maj 2008 Posty: 97 Piwa: 30/6 Skąd: mam tyle talentu?
Wysłany: 2008-07-25, 16:51 Moje NFS Most Wanted, część 1.
Szykuje się tasiemiec w klimatach wyścigów samochodowych . Zapraszam do komentowania pierwszej części :
Mglisty poranek, szklanka po owocowej herbacie. Drewniany stolik cały w rachunkach i tostowym serku. Coś wewnątrz podpowiada mi, żeby sprzątnąć ten bajzel, wpuścić tu troszkę światła. Rozsuwam zielone zasłony, które kiedyś były jasnoniebieskie i mrużę oczy. Kilka porannych promieni oświetla warstwę kurzu osiadłą na biurku; Po chwili mój wzrok przyzwyczaja się do świata.
Mały zegarek ze sklepu ‘’Wszystko za 5’’ wybija trzynastą piętnaście. Zaspałem. Włączam komórkę, przebieram spodnie; Czarna koszula od pidżamy jest firmowa – może zostać. Artystyczny nieład na głowie przykrywam białą czapką z nieco zakrzywionym daszkiem, która kiedyś była modna. Teraz jest już zwykłą, niegustowną bezjbolówką…
Kilka psiknięć szklaną buteleczką; W środku jest tani perfum imitujący zapach drogiego oryginału. Co prawda nie pachnie to szczególnie dobrze, ale zawsze jakoś… Zresztą nie mam czasu na prysznic.
Na ekranie komórki wyświetla się pokaźna liczba 32 ‘’nieodebranych’’. Wchodzę w skrzynkę z wiadomościami. Szybkim ruchem dżojstika przeskakuję wszystkie przekleństwa w SMS-sach. Baz jest na mnie wściekły.
Czuję łaskotanie w okolicach lewej łydki. Ociera się o nią puszysty ogon Budzigniewa. Bestia zaczyna miauczeć, aby dać mi do zrozumienia, że wtrąbiła całą zawartość swojej miseczki. Sypię suchy pokarm na szklany talerzyk. Przez przypadek wysypuję połowę opakowania; Przynajmniej bestia nie będzie głodna przez co najmniej tydzień.
Komórka się rozdzwania. Na małym ekraniku widzę napis ‘’BAZ dzwoni’’. Odbieram.
- Stary, do reszty zdałniałeś?
Piskliwy głos Baza jest jeszcze bardziej piskliwy niż zazwyczaj.
- Taa… Przyznali mi wariackie papiery i talon na kaftan bezpieczeństwa! – Odburkuję.
- Mniejsza o twoje zdrowie… Od rana (Ładnie się wyrażam) za trzech! Miałeś mi pomóc w warsztacie, a ty co?
- Zaspałem. – Mówię trochę bez przekonania.
- Śpiąca królewna wybaczy, ale chyba ją zwolnię! – Wrzeszczy Baz.
- Dobra, dobra już się zbieram. Odrobię to… Obiecuję.
- (Ładnie się wyrażam) odrobisz! Za pięć minut się widzimy, nierobie jeden!
Trzydzieści minut później z preclem w dłoni wkraczam do warsztatu. Jak zwykle Baz niczego nie posprzątał… Wszędzie walają się narzędzia, plastykowe kubki po kawie bezkofeinowej i śrubki. Półki ledwo wytrzymują pod naporem sprzętów. W powietrzu śmierdzi jakimś sprayem i farbą; Kiedyś lubiłem ten zapach. Przeskakuję cienką oponę, odkładam samotny kołpak na jego miejsce. Zza sterty gratów wyłania się zielony Opel. Widać, że zaliczył niejeden rów… Baz kiepsko go odmalował. Przy drzwiach od strony pasażera rysuje się spore wgniecenie. To chyba było drzewo.
Spod Opla wystają czubki trampek Baza.
- Czołem szefie. – Mruczę. – Ładny kolor. – Dodaje krzywiąc się na widok samochodu…
Baz wygrzebuje się spod Opla. Jest zły. Podaje mi pęk kluczy, palcem wskazuje na zegarek.
- Za dziesięć minut przychodzi klient. – Mówi. – Ma stąd wyjechać TYM wozem!
Stan samochodu jest kiepski… Kluczyk zacina się w stacyjce hamulce ledwo co działają. Silnik chodzi całkiem płynnie, ale brzmi tak jakby niedługo miał przestać. I ja mam to sprzedać?
Dwadzieścia trzy minuty kłócę się z niezadowolonym klientem, wymyślając najróżniejsze głupoty. Kończy się na tym, że nazywa mnie niekompetentnym baranem. Auto zostawia w warsztacie mówiąc, żebym je sobie wsadził…
Odliczam minuty do nieuniknionego spotkania z Bazem. Tym razem na pewno mnie wyleje! Zgniatam w ręku kubek bezkofeinowej.
- Co TO TU robi? – Warczy Baz.
Chcę powiedzieć, że stoi, ale w ostatnim momencie gryzę się w język.
- Klient… Nie chciał zapłacić…
- Dość! Miałeś zrobić to auto dwa dni temu!
- Wiem, ale…
- Dzisiaj pracowałem przy nim od rana! Jakbym SWOJEJ roboty nie miał! – Wrzeszczy Baz.
- Jeszcze go sprzedam. – Mówię.
- Wylatujesz stąd!
W jednej chwili cały świat mi się wali. Nie mam już kasy na rachunki, mieszkanie i jedzenie dla bestii. W najlepszym razie wyląduje w kartonie pod jakimś mostem…
- Aa… wypłata? – Ledwo przełykam ślinę.
- Tam stoi twoja wypłata! – Baz wskazuje ręką na zrujnowanego Kadeta.
Odjeżdżam z warsztatu z piskiem opon; Nie robię tego z własnej woli, tylko przez kaprys nowego ‘’samochodu’’.
_________________ Człowiek jest z natury dobry. Szkoda tylko,że natura jest zła...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum